Zbrojny opór przeciwko reżimowi komunistycznemu trwał także na terenach anektowanych przez Związek Sowiecki. Tam, na ziemiach utraconych, był świadectwem przywiązania mieszkańców Kresów do Polski i ich aktem protestu przeciw kolejnemu podziałowi naszego kraju

Polski ruch niepodległościowy miał największe nasilenie w dawnych województwach północno-wschodnich. Aktywa organizacyjne AK na Wileńszczyźnie, Nowogródczyźnie, Grodzieńszczyźnie i Polesiu, liczące w końcowym okresie okupacji niemieckiej blisko 40 tysięcy ludzi (w tym połowa walcząca w polu, z bronią w ręku), w wyniku represji NKWD gwałtownie się zmniejszyły. Po rozbrojeniu oddziałów polskich pod Wilnem w lipcu 1944 r. w ręce NKWD wpadło blisko 7 tysięcy akowców.

Komendy okręgów Wilno i Nowogródek oraz dowództwo Inspektoratu Grodzieńskiego, funkcjonowały do lata 1945 r. Początkowym założeniem polskiego dowództwa było utrzymanie polskiej organizacji podziemnej do czasu zakończenia wojny i spodziewanej konferencji pokojowej, która, jak sądzono, przesądziłaby o przynależności państwowej tego terytorium.

Po lipcu 1944 r. do lata 1945 r. na Wileńszczyźnie działało 20 polskich oddziałów i grup partyzanckich. Na Grodzieńszczyźnie walczyło wówczas sześć oddziałów, a na Nowogródczyźnie 42 oddziały i grupy partyzanckie wywodzące się z AK (oraz trzy złożone głównie z Polaków).

Prowadzone tu walki miały bardzo zacięty charakter, w ciągu roku do jesieni 1945 r. poległo blisko tysiąc polskich partyzantów, czyli tylu, ilu żołnierzy II Korpusu PSZ w bitwie o Monte Cassino! Źródła sowieckie mówią nawet o „likwidacji” trzech tysięcy „polskich bandytów”, ale wliczana jest tu zapewne także ludność cywilna, zamordowana podczas działań pacyfikacyjnych. Symbolicznego wymiaru nabiera śmierć twórcy operacji „Ostra Brama” – ppłk. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza” – i jego 36 podkomendnych w boju z NKWD pod Surkontami (21 sierpnia 1944 r.).

W walkach z sowieckimi siłami bezpieczeństwa polegli legendarni organizatorzy polskiego oporu z lat okupacji niemieckiej: ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” (3 grudnia 1944 r.) i por. Jan Borysewicz „Krysia” (21 stycznia 1945 r.). Do najkrwawszych bitew należały walki oddziałów „Komara”, „Zemsty” i „Filara” w Puszczy Rudnickiej 6 – 7 stycznia 1945 r. (31 zabitych) oraz „Orlicza” i „Tumrego” pod Rowinami k. Korelicz (89 zabitych) 29 stycznia 1945 r.

Ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”, ur. 1917 r. w Wilnie, do wybuchu wojny mieszkał w Lidzie. Był szefem łączności Obwodu AK Lida – „Bór”. Zimą 1943 r. otrzymał zgodę komendanta Okręgu AK Nowogródek na zorganizowanie oddziału partyzanckiego. Dowodzona przez niego grupa nr 312 stała się w 1944 r. IV batalionem 77. PP AK. Był jednym z najpopularniejszych dowódców partyzanckich na Kresach, bo skutecznie bronił ludności terenów nad Niemnem. Po wejściu Sowietów na Kresy kontynuował działalność niepodległościową jako dowódca Zgrupowania „Południe”.

W drugiej połowie 1944 r. stał się najgroźniejszym przeciwnikiem Sowietów na terenie dzisiejszej Białorusi. Sowieci mówili o nim „czort w oczkach” (diabeł w okularach), a o jego oddziale „biała śmierć”. Poległ wraz z kilkoma żołnierzami 3 grudnia 1944 r., okrążony pod Niecieczą z 30-osobowym oddziałem osłonowym przez 1400 funkcjonariuszy NKWD wspartych artylerią i bronią pancerną. Do dziś nie ma grobu, ciała partyzantów zostały zabrane przez NKWD i zakopane w nieznanym miejscu. Ostatnie grupy wywodzące się ze Zgrupowania „Ragnera” broniły Kresów do 1949 r.

Myśmy rebelianci…

(hymn oddziału „Ragnera”, autor nieznany)

Rzuciliśmy swe własne domy,

rzuciliśmy najbliższych nam,

nie po to, by pisano tomy,

lub aby zdobyć serca dam.

Myśmy rebelianci,

polscy partyzanci.

Poszliśmy w las,

bo nadszedł czas, bo nadszedł czas.

Nie chcemy sierpów ani młotów

i obrzydł nam germański wróg,

na pomstę mamy dziś ochotę

za Polskę spłacić krwawy dług.

refren: Myśmy rebelianci…

Idziemy dziś na polskie szosy,

idziemy na zasadzek moc,

bo chcemy zmienić wojny losy,

więc idziem w dzień i idziem w noc.

refren: Myśmy rebelianci…

Gdy się okazało, że obecność sowiecka na dawnych polskich ziemiach wschodnich jest trwała, zapadła decyzja o ewakuacji aktywów organizacyjnych AK „za linię Curzona”.

Na Nowogródczyźnie pozostało jednak stosunkowo wiele grup zbrojnych, których członkowie nie godzili się z myślą, że Polski już tu nie będzie. Natomiast Wileński Okręg AK, dowodzony przez ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”, został reaktywowany jako jednostka eksterytorialna w obecnych granicach Polski (w latach 1947 – 1948 jako Ośrodek Mobilizacyjny Wileńskiego Okręgu AK). Jego działalność sprowadzała się głównie do prac wywiadowczych oraz utrzymywania organizacyjnej więzi środowiska żołnierzy wileńskiej AK. Komendzie eksterytorialnego WO AK podlegały także odtworzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” oddziały partyzanckie 5. i 6. Brygady Wileńskiej.

 

Ostatni obrońcy ziemi nowogródzkiej w latach 1945 – 1953

Najsilniejszym polskim ośrodkiem kontynuującym opór przeciwko okupantowi sowieckiemu było lokalne centrum dowódcze – Obwód nr 49/67, powstałe z połączenia dwóch największych struktur terenowych Okręgu AK Nowogródek, tj. obwodów AK Lida i Szczuczyn. Komendantem tej struktury był od czerwca 1945 r. ppor. Anatol Radziwonik „Olech”.

Por. Anatol Radziwonik – „Olech”, „Mruk”, „Stary”, „Ojciec”

– ur. w 1916 r. w polskiej rodzinie prawosławnej spod Wołkowyska. W Armii Krajowej dowodził jedną z placówek konspiracyjnych Obwodu Szczuczyn (krypt. „Łąka”). Zimą 1944 r. przeszedł do partyzantki, gdzie dowodził plutonem w 2. kompanii w VII batalionie 77. PP AK pod komendą legendarnego por. Jana Piwnika „Ponurego”. Uczestniczył w wielu operacjach bojowych przeciw niemieckim siłom okupacyjnym. Po wejściu armii sowieckiej na Kresy kontynuował działalność niepodległościową. Początkowo dowodził oddziałem partyzanckim, od połowy 1945 r. był jednocześnie komendantem Obwodu Szczuczyn-Lida. Poległ w walce z NKWD 12 maja 1949 r.

Obwód AK Szczuczyn-Lida dzielił się na nierównomiernie rozrzucone w terenie placówki. Siły obwodu wynosiły kilkuset ludzi (według źródeł sowieckich – nawet 800). Obwód dysponował oddziałem, w którego skład wchodziły pododdziały dowodzone przez sierż. Pawła Klikiewicza „Irenę” (poległ w kwietniu 1947 r.), ppor. Witolda Maleńczyka „Cygana” (poległ 19 marca 1949 r.) i NN „Petera” (poległ w marcu 1949 r.).

W szeregach konspiracji i partyzantki dowodzonej przez „Olecha” służyli obok siebie przedwojenni obywatele Rzeczypospolitej bez względu na wyznawaną wiarę. W oddziałach „Olecha” walczyli także pojedynczy ochotnicy narodowości białoruskiej, ukraińskiej lub rosyjskiej.Także w pracy na rzecz organizacji siatki terenowej komendant „Olech” wykorzystywał Białorusinów i Rosjan. Oddziały „Olecha” stykały się z antykomunistyczną partyzantką litewską, zachowując z nią poprawne stosunki. Polskie obozowisko w uroczysku Horiaczy Bór na skraju Puszczy Grodzieńskiej stało się nawet okresowym schronieniem dla jednego z tych oddziałów.

„Mieliśmy takie jedno ulubione i względnie bezpieczne miejsce – polanę Horiaczy Bór”. Było to trudno dostępne uroczysko, położone w głębi rozległych nadniemeńskich borów. Tutaj właśnie udawało się utrzymać porządek dnia jak w prawdziwym garnizonie. Dzień rozpoczynała pobudka, wkrótce stawaliśmy w szeregach, z bronią w ręku, do modlitwy porannej pod krzyżem na polanie. W dalszej kolejności zajmowaliśmy się czyszczeniem broni. Często po obiedzie odbywały się ćwiczenia taktyczne. […]

Przez cały czas pełniliśmy służbę wartowniczą. Żołnierze na posterunkach zmieniali się co dwie godziny. Komendant sprawdzał, czy partyzanci pełnią tę służbę z wystarczającą czujnością. Był też czas na odpoczynek. […] Zawsze wymagano od nas odpowiedniej dyscypliny, zachowania spokoju i nadziei w najbardziej krytycznej sytuacji. Każdy dzień kończyła wspólna modlitwa wieczorna na polanie przed krzyżem”.

(z relacji jednego z nielicznych ocalałych partyzantów oddziału „Olecha” – Witolda Wróblewskiego „Dzięcioła”)

Organizacja zbudowana przez „Olecha” nie miała żadnego kontaktu z kierownictwem polskiego podziemia niepodległościowego za jałtańską granicą. Utrzymywała natomiast kontakty z poakowskimi ośrodkami konspiracyjnymi w powiatach grodzieńskim i wołkowyskim, a także z kilkoma polskimi oddziałami partyzanckimi, głównie z powiatu lidzkiego.

„Trudny czas” (autor nieznany)

O, Panie Boże, przywróć nam Polskę,

bo przeżywamy trudny czas,

a nasze życie takie ,

łaskawie spojrzyj na nas choć raz.

Boże, jak ciężko w tym lesie siedzieć,

i nie ma miejsca tu dla nas.

Kochany bracie i przyjacielu,

nie wydawajcie, proszę, nas.

A matka płacze i ojciec nie wie,

że w okrążeniu jestem ja.

O mej ojczyźnie, kochanej Polsce,

nie zapominam nigdy ja.

Lecz wywalczymy kochaną Polskę,

za którą leje się tyle łez

za którą ginie tylu rodaków.

Na ich mogiłach zakwitnie bez.

A ptaszka będzie śpiewać radośnie,

że na wolności może żyć.

A biedna matka płakać żałośnie,

bo syn jej będzie gdzieś w lesie gnić.

Piosenka śpiewana była „za drugiego Sowieta”, czyli po lipcu 1944 r., w polskich poakowskich oddziałach partyzanckich walczących na terenach Nowogródczyzny i Grodzieńszczyzny anektowanych przez Związek Sowiecki, w tym w oddziałach walczących pod komendą „Olecha”. Tekst piosenki znakomicie oddaje atmosferę końcowego etapu partyzanckiej walki ostatnich obrońców polskich Kresów, osamotnionych, osaczanych przez agenturę komunistyczną, tropionych przez obławy NKWD i ginących przy biernym, przyzwalającym milczeniu wolnego świata za żelazną kurtyną.

Działalność organizacji „Olecha” była samoobroną miejscowego społeczeństwa przeciw terrorowi NKWD, nadużyciom i bezprawiu przedstawicieli władz sowieckich.

„Chciałem powiedzieć, że niestety czasami akcje nasze były bardzo surowe. Trzeba [było] mocno ukarać, czasem dla przykładu, i dla zastraszenia. Ale innej rady nie było. Albo walka, albo nic. Byliśmy w warunkach bardzo trudnych, było nas niewielu. Terror ze strony władz sowieckich był szalony” […] Dzięki naszej samoobronie to się jakoś łagodziło.

(z relacji Józefa Berdowskiego „Ziuka”, jednego z żołnierzy Obwodu Szczuczyn-Lida)

Komendant „Olech” starał się także podtrzymywać na duchu mieszkańców powiatów szczuczyńskiego i lidzkiego przez prowadzenie działalności informacyjnej. Wiadomości z wolnego świata zdobywano z nasłuchu radiowego polskojęzycznych rozgłośni. Upowszechniano je wśród członków organizacji i ludności za pośrednictwem gazetki „Świteź”. Ponadto sporządzano okolicznościowe ulotki i proklamacje, pozostawiane w terenie m.in. po wykonanych akcjach.

Mimo skrajnie trudnych warunków („Olech” i jego żołnierze mieli przeciwko sobie ogromny aparat NKWD) organizacja polska w Szczuczyńskiem i Lidzkiem przez pierwsze cztery lata po wojnie trzymała się całkiem nieźle. Historyk z Białorusi Andrzej Poczobut ocenia, że „[…] jeszcze w 1948 r. na terenie rejonów lidzkiego i szczuczyńskiego (obłasti grodzieńskiej) faktycznie panowała dwuwładza. W dzień rządzili komuniści, w nocy – partyzanci”.

„[…] w okolicach Grodna, Szczuczyna, Nowego Dworu, Lidy czy Nowogródka nadal mieszkało wielu Polaków. Wciąż napotykało się tam w większości polskie miasteczka, wioski, zaścianki, przysiółki. Prócz katolików-Polaków żyli w nich prawosławni, uważający siebie za Białorusinów, Polaków lub »tutejszych«. Kiedy wstępowaliśmy do jakiejś chaty, nie pytaliśmy, czy gospodarz jest Polakiem, Białorusinem czy »tutejszym«, czy rodzina jest katolicka czy prawosławna. Było to dla nas obojętne. Wszyscy mieszkańcy byli gościnni i przyjmowali nas – jak to się mówi – czym chata bogata. System sowiecki był tak absurdalny i zbrodniczy, że nikt z nas nie wierzył w jego trwałość. Byliśmy przekonani, że prędzej czy później runie cały porządek komunistyczny w Europie, a ziemie kresowe powrócą do wolnej i niepodległej Polski. Co więcej, wierzyła w to znaczna część ludności – katolickiej i prawosławnej. Ciężkie przeżycia wojenne oraz nowe przejawy sowieckiej przemocy jeszcze bardziej utrwalały tę nadzieję”.

(z relacji Witolda Wróblewskiego „Dzięcioła”)

W 1948 r. oddziały podlegające ppor. „Olechowi” podjęły zakrojoną na szeroką skalę operację przeciw kolektywizacji kresowej wsi realizowanej przez administrację sowiecką. Zaatakowano i zniszczono kilkanaście organizujących się kołchozów. Likwidowano przy tym najbardziej szkodliwych aktywistów sowieckich i rozbijano posterunki wojsk NKWD lub istriebków (nieregularnej formacji milicyjnej podlegającej NKWD). Były to jednak już ostatnie sukcesy organizacji „Olecha”.

Zimą 1949 roku operacje wojsk NKWD rozbiły dwa pododdziały podlegające „Olechowi” (polegli ich dowódcy – „Peter” i „Cygan” oraz wielu żołnierzy). Pod koniec kwietnia 1949 r. oddział dowodzony przez „Olecha” przebił się w okolicach Stankiewicz przez obławę silnej grupy operacyjnej NKWD. Trzy tygodnie później, 12 maja 1949 r., został jednak ponownie zlokalizowany przez agenturę. Tym razem do operacji rzucono ponoć jednostki w sile pułku. Miejsce postoju partyzantów otoczyły cztery tyraliery czekistów.

Przez trzy pierwsze partyzanci zdołali się przebić, jednak ich manewr został powstrzymany zmasowanym ogniem broni maszynowej. Polegli „Olech” i większość jego żołnierzy. W ręce Sowietów wpadli ranni: adiutant „Olecha” Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, Witold Wróblewski „Dzięcioł” i jego siostra Genowefa, łączniczka oddziału. Po ciężkim śledztwie zostali skazani na 25 lat obozu koncentracyjnego (Wróblewski po wyjściu z obozu zamieszkał we Lwowie; Olechnowicza nie chcieli Sowieci wypuścić na wolność – po upływie wyroku, zamiast zwolnić, wsadzili go do psychuszki – szpitala psychiatrycznego –, gdzie zmarł).

Zimą i wiosną 1949 r. została rozbita również organizacja terenowa „Olecha”. W niektórych wsiach aresztowano po kilkadziesiąt osób jednocześnie, ofiarą represji padły wówczas setki mieszkańców kresowych osad wspierających polskie zbrojne trwanie na Nowogródczyźnie. Choć śmierć Anatola Radziwonika „Olecha” położyła kres zorganizowanemu polskiemu oporowi przeciw Sowietom na terenie dzisiejszej Białorusi, to jednak ostatnie grupy partyzanckie wywodzące się z kierowanych przez niego struktur przetrwały do początku lat 50.

 

Samoobrona ziemi grodzieńskiej (1945 – 1948)

Drugi pod względem wielkości i aktywności ośrodek polskiego ruchu niepodległościowego funkcjonował na terenie powiatu grodzieńskiego. Pozostałości struktur AK z tego terenu działały jako Obwód nr 10, nadal występujący pod nazwą Armii Krajowej. Obwód nr 10 miał strukturę terenową podzieloną na plutony oraz stałe oddziały partyzanckie (łącznie 500 – 600 członków). Jej dowódcą pozostawał cały czas por. Mieczysław Niedziński „Men”, „Ren”, „Niemen”.

Ppor. Mieczysław Niedziński – „Men”, „Ren”, „Niemen”

– ur. 1917 r. w Druskiennikach. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. Organizował konspirację ZWZ-AK w rejonie Druskiennik,

a w 1943 r. sformował pierwszy oddział partyzancki w Obwodzie AK Grodno, z którym jesienią tegoż roku przeszedł na teren Okręgu AK Nowogródek. Na Nowogródczyźnie służył ze swoimi podkomendnymi kolejno w III, I i VII batalionie 77. PP AK, uczestnicząc w wielu walkach i operacjach bojowych przeciw niemieckim siłom okupacyjnym. Uniknął rozbrojenia i niewoli sowieckiej pod Wilnem w lipcu 1944 r. i jesienią 1944 r. powrócił z grupą swoich podkomendnych w rodzinne strony

– w okolice Druskiennik. Kierował pracą niepodległościową na ziemi grodzieńskiej do maja 1948 r., kiedy to poległ w walce z NKWD.

Komendant Niedziński opowiadał się zdecydowanie przeciwko ewakuacji członków konspiracji za linię Curzona. Ścisły sztab zbudowanej przez niego organizacji stanowili: Józef Mikłaszewicz „Fala” – dowódca jednego z pododdziałów pełniący faktycznie funkcję zastępcy por. „Mena” (przeszedł cały szlak partyzancki z „Menem”), Stanisław Zautra „Jurand” – szef wywiadu, Albin Żukowski „Znany” – adiutant komendanta obwodu, Franciszek Talewicz „Komar” – szef wyszkolenia.

Podstawową siłą obwodu były oddziały partyzanckie dowodzone bezpośrednio przez por. „Mena”. Latem 1946 r. główny oddział Obwodu nr 10 bazujący w Puszczy Grodzieńskiej liczył ponad 70 żołnierzy. Ponadto nad Niemnem, wzdłuż starej granicy polsko-litewskiej, operował oddział Bronisława Maciukiewicza „Bąka” (liczący przeciętnie kilkunastu żołnierzy). Jesienią 1946 r. oddział główny podzielony został na trzy mniejsze jednostki, dowodzone przez „Falę”, „Komara” i Franciszka Markisza „Niedźwiedzia”. Wszystkie pododdziały podległe „Menowi” zdołały przetrwać zimę 1946 –1947 roku i z wiosną wznowiły działania samoobronne. Kolejna zima okazała się jednak dla partyzanckiego zgrupowania tragiczna. Pododdziały „Komara” i „Niedźwiedzia” zostały w lutym 1948 r. zlokalizowane i zlikwidowane podczas operacji prowadzonych przez NKWD. Z rozbitków grupy „Niedźwiedzia” utworzono nowy pododdział, dowodzony przez Józefa Stasiewicza „Samotnego”. Obok grupy „Bąka” pojawił się dodatkowy patrol dowodzony przez Stanisława Burbę „Skoczka”.

Patrole „Mena” zlikwidowały ponad 120 funkcjonariuszy NKWD i sowieckiej administracji szczególnie szkodliwych dla społeczności polskiej, w tym kilku lokalnych dygnitarzy oraz agentów i informatorów NKWD. Tylko w kwietniu – maju 1948 r. pododdział „Fali”, liczący wówczas 16 żołnierzy w ramach akcji odwetowej za wydanie patroli „Komara” i „Niedźwiedzia” zastrzelił kilkunastu współpracowników sowieckich służb specjalnych. Koniec działalności Obwodu nr 10 przyniosło rozbicie oddziału „Fali”, zlokalizowanego przez NKWD 4 maja 1948 r. pod Grodnem na kolonii miejscowości Łopiejki k.Kulbak. Mimo wielokrotnej przewagi przeciwnika partyzanci „Mena” i „Fali” stawili zacięty opór grupie operacyjnej NKWD. Niestety, wobec dysproporcji sił wynik starcia był z góry przesądzony. W walce zginęło dziewięciu partyzantów, wśród nich „Men” i „Fala”.

„Szesnastka” (słowa: Józef Stasiewicz „Samotny”)

W piękny ciepły dzień majowy

niebo było całkiem jasne,

Gdy pod Grodnem koło Kulbak

otoczyli naszych krasne.

Wszędzie pola, lasu nie ma,

a żołnierzy ruskich wiele.

Wszystkim chłopcom serca drżały

w naszym małym tym oddziele.

Naszych garstka, ruskich mrowie,

nacierają z każdej strony

Gdzie nie spojrzysz, wszędzie pola,

wszędzie pola i zagony.

I jak kosą ścięte zboże

na zagonach chłopcy padli,

kule z wroga broni strasznej

młode życie ich pokradli.

Padł tam „Niemen”, „Fala” zginął,

„Śmiały” z „Czortkiem” padli społem,

„Kalma”, „Morus” i „Żelazo”

wraz z innymi dali głowy.

Padli razem w okrążeniu,

zginął z nimi i „Wesoły”,

bo sowieckie kule tamej

tak latały – jakby pszczoły.

Jeszcze trzech tam żywcem wzięto,

a trzech uszło stamtąd zdrowo,

wszystkich było ich szesnastu,

gdy nacierał wróg bojowo.

Tekst powstał w 1948 r. Opisuje on ostatnią walkę oddziału „Niemna”. Autor ballady, uczestnik nierównego boju pod Kulbakami, jeden z trzech ocalałych wówczas partyzantów, poległ 17 stycznia 1950 r. w walce z NKWD.

Masowe aresztowania członków siatki terenowej oraz ludności wspierającej polską konspirację dopełniły nieszczęścia.

Co najmniej trzy grupy partyzanckie wywodzące się z Obwodu nr 10 przetrwały jednak aż do początku lat 50. Ciężar działań organizacyjnych przeniesiony został wówczas na tereny litewskie – za Niemnem. Ostatnia z nich, dowodzona przez Stanisława Burbę „Skoczka”, została zlikwidowana przez sowieckie służby specjalne dopiero w 1953 r.

 

Samoobrona ziemi wołkowyskiej (1945 – 1948)

Choć jesienią 1945 r. teren powiatu wołkowyskiego opuściły setki akowców i sporo ludności cywilnej, udając się za jałtańską granicę, nadal pozostały tu dziesiątki tysięcy Polaków. Dość szybko przedstawiciele społeczności polskiej na ziemi wołkowyskiej wypracowali kolejną formę organizacyjną dla swych dążeń niepodległościowych. W czerwcu 1946 r. utworzona została przez byłych żołnierzy AK z Obwodu Wołkowysk lokalna polska struktura konspiracyjna, określana jako Samoobrona Wołkowyska lub Samoobrona Ziemi Wołkowyskiej. Inicjatorem jej powstania był były kapelan stacjonującego przed wojną w Wołkowysku 3. Pułku Strzelców Konnych ks. mjr Antoni Bańkowski „Eliasz”.

W polskiej konspiracji niepodległościowej działał on od początku wojny (autorzy niniejszego szkicu spotykali jeszcze ludzi, których zaprzysięgał w ZWZ-AK). Najbliższymi współpracownikami księdza „Eliasza” byli starzy akowcy – Bronisław Chwieduk „Cietrzew” i Antoni Szot „Burza”. Początkowo Samoobrona Wołkowyska obejmowała swoim zasięgiem obszar gminy Krzemienica, w której „Eliasz” był proboszczem.

Stopniowo rozbudowano ją także na gminy sąsiednie: Piaski, Roś, Zelwa, Mosty, Biskupice i częściowo Izabelin. Organizacja posługująca się nadal nazwą AK dysponowała zorganizowaną siatką terenową podzieloną na kilka plutonów konspiracyjnych, zwanych też ośrodkami (łącznie około 300 członków i osób współpracujących). Organizacja stworzyła także wydzielony pion łączności oraz wywiadu, którymi kierowali Marian Zając „Bahniewicz” oraz podoficer Armii Czerwonej antykomunista Nikołaj Iwanow – będący nominalnie dowódcą istriebków w Zelwie.

Samoobrona Wołkowyska była strukturą o charakterze lokalnym – odizolowaną od innych polskich ośrodków niepodległościowych (miała jedynie luźny kontakt ze szczuczyńsko-lidzką organizacją por. „Olecha”). Dzięki sprawnej organizacji i przestrzeganiu zasad konspiracyjnych udało się Samoobronie Wołkowyskiej przetrwać dwa lata, czyli do drugiej połowy 1948 r.

„Bij bolszewika…” (autor nieznany)

Bij bolszewika w każdej go postaci,

bo to jest twój największy dzisiaj wróg.

To przecież on kościami twoich braci

brukował sieć swych niezliczonych dróg.

To przecież on na Sybir gnał twe dzieci,

a z jęków ich wesołą składał pieśń.

To przecież on dziś naszych ojców gniecie

i każe im komuny jarzmo nieść.

To przecież on w katyńskim ciemnym lesie

wbił w polską pierś znienacka ostry nóż,

mordując tam najlepszych polskich synów

jak podły zbir, nikczemny zdrajca, tchórz.

To przecież on jak bóstwo czci Stalina

kapłanom twym nie szczędząc srogich mąk.

To przecież on z kościołów zrobił kina

i depcze krzyż, czerwoną gwiazdę czcząc.

To przecież on nie wierzyć w Boga zmusza,

tumaniąc nas potęgą krasnych szmat,

by człowieczeństwo w sercu twoim zgasło,

byś ty nie wiedział, co to znaczy brat.

To przecież on zrabował twoje mienie

i krew serdeczną sączy z naszych ran.

On przecież psa niż ciebie więcej ceni,

boś Polak jest – więc [wróg i polski] pan.

To przecież on braterstwa głosząc hasła,

do więzień pcha młodzieży naszej kwiat,

by człowieczeństwo w sercu twoim zgasło,

byś ty nie wiedział, co to znaczy brat.

Zasłonę więc zrzuć z oczu, miły bracie,

Niech zagrzmi znów praojców złoty róg.

Bij bolszewika w każdej go postaci,

bo to jest twój największy dzisiaj wróg.

„Bij bolszewika” to kolejna pieśń śpiewana przez Żołnierzy Wyklętych trwających na straconych posterunkach – na ziemiach utraconych

Dysponowała ona jednym stałym oddziałem partyzanckim, sformowanym w drugiej połowie 1946 r., oznaczonym kryptonimami „Reduta-2”, Żądło”. Jego kolejnymi dowódcami byli: Antoni Szot „Burza”, Józef Karnacewicz „Kwiat”, Michał Cisłowski „Gołąb” i Bronisław Chwieduk „Cietrzew”. Liczył on przeciętnie około 20 żołnierzy przebywających stale w polu, z bronią w ręku. Zimą 1946 – 1947 r. oddział został podzielony na kilkuosobowe patrole, którym łatwiej było przetrwać ten trudny okres.

Wiosną 1947 r. „Reduta-2” została zreorganizowana. Z jej kadr utworzono nową grupę, oznaczoną kryptonimem „Żądło”, dowodzoną przez Józefa Karnacewicza „Kwiata” (liczyła kilkunastu żołnierzy). Wkrótce potem powstał kolejny oddział, dowodzony przez Michała Cisłowskiego „Gołębia” (w 1948 r. – ponad 20 partyzantów). Oddziały partyzantki wołkowyskiej unikały starć z NKWD i milicją, prowadząc najbardziej niezbędną samoobronę polegającą na likwidowaniu agentury przeciwnika.

W czerwcu 1948 r. oddział „Gołębia” został częściowo rozbity w walkach z grupami operacyjnymi NKWD. W polu utrzymała się jedynie grupa dowodzona przez Bolesława Chwieduka „Cietrzewia”. Jednak i ona została rozbita w walce 13 września 1948 r. we wsi Stanielewicze (ranny „Cietrzew” wpadł w ręce NKWD – został skazany na 25 lat obozu koncentracyjnego w Związku Sowieckim, z którego zwolniono go dopiero w 1972 r.!). Grupa „Żądło” została rozbita jeszcze wcześniej – w maju 1947 r. – w wyniku wsyp i aresztowań.

Mimo ponoszonych strat konspiracja wołkowyska kontynuowała swoją działalność, jednak w coraz bardziej ograniczonym zakresie, aż do początku lat 50. Wtedy to sowieckie służby specjalne rozbiły ostatni jej oddział dowodzony przez Alfonsa Kopacza „Wróbla”, „Alfonka”.

Odchodzę na Zachód…/ Zabieram wspomnienia/ A wieści o was/ przekażę najbliższym/ A jeśli nie dojdę/ zakopcie głęboko/ Mrozy tu wielkie/ i wilki, i lisy /A może jednak/ Nie kopcie głęboko/ A może jednak/ Trochę bliżej nieba/ Bo wierzę, że kiedyś/ Jakaś wielka wiosna/ Roztopi lody/ Pieczory, Workuty […] Uwierzcie, Rosjanie/ Na tej naszej ziemi/ Nie może być wszystko/ W kolorze czerwonym/ Na tej pięknej ziemi/ Są też inne barwy/ A życie nie może/ Przemijać w niewoli.

Fragment wiersza „Ostatni list” pióra Jeremiego Odyńskiego, członka

młodzieżowej organizacji konspiracyjnej Związek Obrońców Wolności

z Brześcia na Polesiu, zastrzelonego wraz z Janem Preuznerem przed bramą obozu 27 sierpnia 1953 r., po nieudanej próbie ucieczki z „40” kopalni Workuty

 

Kazimierz Krajewski i dr Tomasz Łabuszewski są historykami, pracownikami Instytutu Pamięci Narodowej. Opublikowali wiele opracowań historycznych indywidualnie (Kazimierz Krajewski m.in.: „Trwałe ślady”, „Uderzeniowe Bataliony Kadrowe, 1942 – 1944”, „Na Ziemi Nowogrodzkiej: NOW – Nowogrodzki Okręg Armii Krajowej”; Tomasz Łabuszewski m.in.: „Ostatni leśni 1948 – 1953”, „Powstanie Warszawskie. Fakty i mity”) i wspólnie (m.in. „Łupaszka, Młot, Huzar. Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK 1944 – 1952”, „Białostocki Okręg AK-AKO: VII 1944 – VIII 1945”; „Zwyczajny resort. Studia o aparacie bezpieczeństwa 1944 – 1956”).

 

 
Rzeczpospolita