kulikowskiKulikowski Stanisław „Dąb” (1914-2002)
Kapral/Podporucznik

 

Należał do Związku Strzeleckiego, wstąpił do „Krakusów”, żołnierz Września 1939r., Armii Krajowej, komendant placówki „Lida nr 2” na terenie Lida Północ w Okręgu Nowogródek. Zastępca komendanta filii placówki AK oddziału „Iskra”. Działał w konspiracji w latach 1942-1950. Więzień m.in. Gułagu w latach 1950-1958. („Wytrwał, nie złamał przysięgi, nikogo nie zdradził i tajemnicy dochował”).

 

kulikowska

Kulikowska Zofia „Zośka” (1918-2001)
Szeregowy/Podporucznik

 

Żołnierz Armii Krajowej w Okręgu Nowogródek, działała w konspiracji, łączniczka komendanta placówki w okolica Czechowce powiat Lida.

Stanisław Kulikowski urodził się 02 września 1914 r. w Folwarku Kołyszki pow. Lida w rodzinie Wacława, pochodzącego z Grodzieńszczyzny okolica Siemaszki i Marii z domu Wilbik okolica Czechowce – 5 km od miasta Lidy. Od dzieciństwa otoczony wielkim kultem Marszałka J. Piłsudskiego. W wieku 15 lat wstąpił do Związku Strzeleckiego.
W 1935 r. powołany do Wojska Polskiego w Wilnie gdzie w następstwie został przeniesiony do Szkoły Podoficerskiej 3 Dywizji Artylerii Konnej im. płk. Włodzimierza Potockiego w Podbrodziu, którą ukończył w stopniu kaprala. Do cywila przeszedł w 1937r. Wstąpił do „Krakusów” w Lidzie jako instruktor, uczył konnej jazdy mając do dyspozycji „ukochane” siodło, karabin i szablę.

 

W listopadzie 1937r. ożenił się z Zofią Kulikowską z domu Jackiewicz, urodzoną 10 kwietnia 1918 r. mieszkającą w okolica Czechowce powiat Lida, w rodzinie Stanisława Jackiewicza zwanego Makarewiczem i Józefy z Misiurów. Jej rodzice prowadzili gospodarstwo rolne, ojciec z wykształceniem medycznym zajmował się znachorstwem i leczeniem ludzi. Urodziła trójkę dzieci, dwóch synów Ryszarda, Edwarda i córkę Zofię.
We wrześniu 1942 r. została zaprzysiężona jako żołnierz Armii Krajowej i przyjęła pseudonim „Zośka”. Działała w konspiracji. Była łączniczką, stała na warcie podczas czyszczenia broni, prowadziła skrzynkę kontaktową dla łączników z terenu do lipca 1944. Kiedy mąż był ścigany, była wielokrotnie więziona, stawiana pod ścianą i nękana przez NKWD.
Była odznaczona m.in.: Złotym Krzyżem Partyzanckim
Zmarła 14.04.2001 r. Jest pochowana na cmentarzu w Stargardzie.

 

17 sierpnia w 1939 r. dostał wezwanie do wojska do 14 Dywizjonu Artylerii Konnej w Białymstoku jako artylerzysta celowniczy, po czym został przeniesiony do innego rodzaju jednostki im. gen. Józefa Bema, którego zadaniem było wspieranie kawalerii. Otrzymał funkcję zwiadowcy.
Po napaści na Polskę we wrześniu 1939 r. po kilku mniejszych potyczkach stoczył bój nad rzeką Narew. Podczas wysadzania mostu od bomby niemieckiej został zabity jego koń, a on sam został ranny w lewą nogę. Z chwilą przekroczenia rzeki przez Niemców zaczęli się wycofywać.

 

Po otrzymaniu wiadomości o napaści wojsk sowieckich i przekroczeniu granicy z Polską, część wojska ruszyła ku Litewskiej granicy, a część w której pozostał, przez kilka dni stawiało opór wrogowi, za co otrzymali podziękowania i rozkaz powrotu do domów rodzinnych do żon i matek, a każdemu brzmiało w uszach słowa dowódcy dywizji „Kto został i będzie żył, to przyjdzie czas gdy chwycimy za broń o wyzwolenie naszej ojczyzny”. Z dwoma kolegami ze swoich stron ruszył w drogę do domu w kierunku Lidy.
W 1940 r. kiedy sowieci napadali na domy rodzinne by w nocy łapać, aresztować i wywozić na Sybir, „będąc na liście podejrzanych” brał na plecy małego synka i wraz z żoną uciekali do lasu, lub do sąsiada niebędącego na liście. Tak było do 1941 roku do wkroczenia Niemców.

 

Wiosną 1942 roku z powodu dobrej opinii wojskowej został zwerbowany przez znanych mu oficerów i podoficerów z 77pp miasta Lidy do AK. W 1942 kiedy narodziła się Armia Krajowa przyjął pseudonim „Dąb”.

 

Fragment z wydawnictwa Ziemia Lidzka, Kazimierz Krajewski: Obwód Lida, w początku 1943 r. przekształcony w ośrodek o postulowanym charakterze dywersyjno-partyzanckim, dzielił się organizacyjnie, jak już wspomniano, na miasto i powiat. Kpt. Sędziak podaje w swych wspomnieniach, że komendantem organizacji AK na terenie Lidy miał być w 1943 r. kpt. Waligóra „Dolina”. W tym samym czasie zastępcą komendanta AK w mieście był NN „Dąb”. Na terenie powiatu lidzkiego zaczęto organizować siatki konspiracyjne.

 

Wstąpił do konspiracji podpolnej Armii Krajowej, składając powtórnie po raz trzeci uroczyście przysięgę „Bóg Honor Ojczyzna”. Został mianowany dowódcą placówki „Lida nr 2”, otrzymując odpowiednie zadania polegające na zwiększeniu pracy konspiracyjnej, w następstwie zdobywaniu większej ilości broni, żywności, umundurowania.

 

W czasie tych zmagań jak sam napisał w pamiętniku:
„Jednocześnie stałem się aktywnym członkiem Ruchu Oporu w placówce okręgu Nowogródzkiego podlegającej Brygadzie Armii Krajowej, na miasto Lida. Na początek mojej działalności konspiracyjnej otrzymałem trudne zadanie, polegające na zwiększeniu szeregów naszej organizacji o ludzi pewnych i zaangażowanych do tak trudnej i niebezpiecznej pracy konspiracyjnej. Następnie trzeba było myśleć o zdobyciu broni. Początkowo mieliśmy kilka rdzawych karabinów, które zostały schowane w czasie przejścia frontu z zachodu na wschód w 1941 r. Zorganizowałem czyszczenie broni w moim domu, nie zważając przy tym, że narażałem na wielkie niebezpieczeństwo całą swoją rodzinę. Dużo kręciło się tajniaków niemieckich i ludzi zaprzedanych niemieckiej policji w Lidzie, którzy tylko szukali okazji i możliwości aby przypodobać się okupantowi.

 

Kolejnym naszym zadaniem było powiększenie naszego skromnego arsenału. W tym celu organizowaliśmy akcje rozbrajania pojedynczych Niemców. Mając doświadczenie zwiadowcy z kampanii wrześniowej często organizowałem wywiad i dawałem znać do większych oddziałów celem przeprowadzenia akcji. Po naszych kilku skutecznych akcjach, Niemcy wzięli się za młodzież. Zaczęli wywozić młodych ludzi na przymusowe roboty, więc postanowiliśmy temu zapobiec. W Lidzie w „Arbeitsamt” pracował nasz człowiek pan profesor Kobylański, z którym uzgodniono załatwienie tej sprawy. Otrzymaliśmy różne zadania. Ja zbierałem paszporty od okolicznej młodzieży przeznaczonej na wywiezienie i następnie dostarczałem karty pracy do stemplowania, które zwrócone młodym ludziom pozwalały pracować im na miejscu. Bardzo pomocna przy takich transakcjach była polska słonina i wojenna wódka. Społeczeństwo polskie wiedząc w jakim celu są potrzebne składki, oddawali nieraz ostatni kawałek chleba, by móc ratować swoich synów i córki przed obozami niemieckimi. . Kolejnym naszym zadaniem było zwiększenie naszego „Arsenału”. Organizowaliśmy akcje rozbrajania Niemców. Po naszych akcjach bojowych, Niemcy zaczęli łapać ludzi młodych i wywozić na roboty”.
W 1942 został okrążony i aresztowany w Lidzie na rynku, ale zdołał uciec do domu.

 

Wiosną w 1943 r. otrzymał rozkaz od dowództwa AK, w myśl którego udał się do pracy na roboty na odcinek stacja Gudy, linii kolejowej na trasie Lida—Wilno w charakterze pracownika kolei. Na tej trasie rozlokowana była jednostka niemiecka Todt. Wiedząc na czym polegało jego zadanie rozpoznał najsłabsze punkty nieprzyjaciela i przekazał informacje do oddziału AK Ragnera, Wkrótce małe posterunki niemieckie zostały zlikwidowane bez żadnego wystrzału, a oddziały AK powiększyły swoje uzbrojenie o dwa erkaemy, jeden karabin, jedno parabellum i kilkadziesiąt sztuk amunicji. Zresztą bardzo często małe posterunki niemieckie kapitulowały na nasz widok oddając broń.

 

Wkrótce otrzymał funkcję dowódcy drużyny. W czasie tych zmagań jak sam napisał:
„przygotowywaliśmy kolejną akcję, mającą na celu rozbicie magazynu mundurowego znajdującego się w dawnej Szkole Rzemieślniczej na ulicy Suwalskiej w Lidzie, a położonego wzdłuż linii kolejowej Lida-Mołodeczno. Otrzymałem zadanie zorganizowania dziesięciu furmanek i po załadowaniu ich towarem dostarczyłem je do przeznaczonego miejsca. Na początku 1944 r. nasza organizacja działała „odkrycie” i na całą parę między Lidą a Wilnem. Cały nasz sztab Armii Krajowej miał wolne tereny. Nie było Niemców ani ruskich partyzantów. Wszystkich czerwonych wygnaliśmy za Niemen.

 

Jednak chyba najbardziej głośną akcją było zorganizowanie rozbicia więzienia w Lidzie 18 stycznia 1944 roku. Pomysł śmiałego zadania wyszedł od mego dowódcy porucznika „Krysia”. Po sprawnym przeprowadzeniu akcji przez grupę szturmową moim zadaniem było rozlokowanie, zamelinowanie i opiekowanie się ludźmi uwolnionymi na terenie mojej placówki. Udzieliłem pomocy ludziom skrajnie wyczerpanym, przesłuchiwanym i torturowanym przez hitlerowców. Reszta zdrowych i młodych ludzi ruszyła w las. Wściekłość Niemców nie miała granic. Wszyscy ludzie podejrzani przez Niemców musieli opuszczać swój dom i uciekać przed wrogiem. Moja placówka znajdowała się w odległości pięciu kilometrów od miasta Lidy. Musiałem tych ludzi zabezpieczyć, gdyż były to przeważnie rodziny wojskowe naszych oficerów i podoficerów.

 

Gdy w 1944 roku zbliżał się front na zachód, wówczas nasze oddziały zaczęły się koncentrować pod miastem Wilno, celem wywołania powstania, akcja „Ostra Brama”. Ruszyłem ja ze swoimi ludźmi na miejsce koncentracji. W czasie marszu natknęliśmy się na niemiecką jednostkę, z którą stoczyliśmy walkę pod miejscowością Bieniakonie. Niemiecka placówka została rozbita, a z naszej strony trzech zabitych i kilku rannych. Ja zostałem ranny i odwieziony w bezpieczne miejsce. Wilno przy Powstaniu Wileńskim zostało zdobyte przez Armię Krajową. Z chwilą gdy na terenach naszej działalności pojawiła się Armia Sowiecka, to nasz dowódca Armii Krajowej wydał rozkaz, że konspiracja została rozwiązana i możemy wracać do domu. Ci którzy zostali przy armii sowieckiej zostali rozbrojeni i wywiezieni w głąb Rosji sowieckiej. W tym czasie popadło dwóch moich kuzynów wraz z 15 letnim synem, to był Dominik Syty „Lolek” i Bolek Pacewicz „Babinicz” , którzy wylądowali w Karagandzie. Z jednej Lidy zginęło 19 chłopaków, których znałem. W większym przekroju odzwierciedlił naszą działalność bojową AK Cezary Chlebowski w książce pt. „Gdy las był domem”. Byłem wówczas jednym z tych , którzy nie pogodzili się z myślą przegranej wojny. Podejmując walkę z okupantem chciałem dać dowód jak kocham naszą Ojczyznę i przyczynić się do powstania nowej niepodległej i sprawiedliwej Polski.

 

Wróciłem po rodzinę do wsi Owsiadowo, gdzie przechowywani byli u Pana Zygmunta Danieleckiego, moja żona i dzieci.

 

Od 1945 r. używałem nowych dokumentów. W 1946 r. po wojnie wrócił z wojska Edward Bancewicz, który został aresztowany. Wydany został przez złych ludzi, nie wytrzymał sowieckich tortur i wyznał moją placówkę i wskazał wszystkich po nazwisku itd. Pewnego ranka na lotnisku Czechowskim, moje chłopaki paśli konie, zostali okrążeni i aresztowani. Podczas aresztowania w fabryce w której pracowałem umknąłem sowietom i ukrywałem się m.in. w pobliskich bagnach, lasach i polach wraz serdecznym kolegą i wieloletnim kompanem ze wsi Kołyszki Michałem Durasem, który m.in. mścił się za wywiezienie jego żony i dwóch córeczek do więzienia na Sybir, młodsza córeczka zamarzła w drodze – on zginął w okrążeniu przez garnizon NKWD w 1946r. Po dwóch stronach byli zabici i ranni, a jego ciało obwożono i wystawiono na rynku w Lidzie. W tym czasie inwigilowano i dokonywano aresztowań mojej rodziny: żonę Zofię Kulikowską, brata Jana Kulikowskiego i wujka Jana Wilbika”.

 

Wykorzystując chwilę podczas obserwacji dostał umówiony sygnał od swojego wujka Jana Wilbika, w którego domu mieściła się intendentura AK, by „wpadł” do domu aby pożegnać się i ruszyć „dalej” nie narażając rodziny. Po ucieczce dom oraz rejon działania został w okrążeniu garnizonu NKWD przez długi czas. Udał się w drugi rejon działania Woronowo i zamieszkał ze swoim dobrym kolegą Edwardem Świdzińskim u państwa Wilbików, który w 1947 r. pod innym nazwiskiem został chrzestnym jego najmłodszego syna Edwarda. Po jakimś czasie otrzymał nowe nazwisko „Jonus Lukasonus”- Jan Łukaszewicz. Po wielu tułaczkach prowadząc działania partyzanckie i dywersyjne trafił do miasta Ejszyszki gdzie został zaproszony przez znajomego kolegę do domu jego rodziny na obiad. Ktoś doniósł. Po kilku godzinach dom został okrążony przez litewskich milicjantów. Wydał im się podejrzanym bo nigdzie nie był zameldowany.

 

Podczas aresztowania jak sam napisał:
„mocno się sprzeciwiałem, nie chciałem dać się aresztować, ale ich była większa siła, to swój pistolet wcisnąłem gospodyni”…
Za opór władzy i uderzenie został skazany na rok więzienia w Wilnie na Łukiszkach.

 

Po wyjściu dalej pozostał w ukryciu z bronią i wraz z członkami grupy oddziału „Iskra” prowadzili działania partyzanckie i dywersyjne likwidując wroga od czasu do czasu czuwając nad swoją rodziną.

 

W 1949 r. na jednym ze spotkań w domu gospodarza, Kłuś powiadomił garnizon NKWD, który okrążył dom w celu przeprowadzenia rewizji. Kolega „Antoś” NN (Antoni Bocianowski) zginął od kul po wyskoczeniu przez okno, on sam nie wiedząc co robić ukrył się na strychu wyrywając strzechę by wleźć na kryszę, którą zamaskował z powrotem. Obejmując komin cichutko leżąc słyszał jak ruscy przeprowadzali rewizję u góry i obserwował jak czekiści stali na posterunkach w koło domu. Aresztowano kilka osób, a ciało kolegi wywieźli na furmance. Po wschodzie słońca pożegnał się z gospodarzami i ruszył w pole. Po tej tragedii znalazł się w Raduńskim rejonie i zamieszkał u pana Walukiewicza, a następnie w małej wiosce nad rzeką Dzitwą. Pewnej jesiennej nocy okrążony przez NKWD, schował się w konopiach blisko rzeki. To było około 150 metrów. Po cichu robiąc soki od konopi do krzaczka, przy ostatnim skoku został zauważony i ostrzelany seryjnym ogniem. Zdołał wskoczyć do rzeki i szczęśliwie przejść pod kulami na drugą stronę. Podczas obławy został aresztowany jego bliski kolega i wielu innych.

 

W książce „Lida Prawdziwa” autor Józef Kordasz napisał: w słoneczna niedziele lipca 1950 roku zostałem przypadkowo zaproszony przez Witolda Świdzińskiego (ochotnika wojsk polskich 1920r. miał syna Edka i córkę Rozalie, jego żona była spokrewniona z rodziną Piłsudskich, pochodziła z Billewiczów) do jego mieszkania. Byłem bardzo zaskoczony, bowiem spotkałem tam zastępcę komendanta filii placówki AK oddziału „Iskra” Stanisława K., w obecności którego wraz z kolegą Stanisławem Dziekiewiczem składałem przysięgę. Zaskoczenie było tym większe, że działo się to za życia Stalina. Bardzo ciekawy jest życiorys tego człowieka; w 1958 czy też w 1959 roku wyjechał do Polski do Stargardu Szczecińskiego.

 

Zmieniając miejsca pobytu przed zbliżającą się zimą Stanisław Kulikowski zamieszkał w Torkielskiej parafii u znajomych w kolonii nad rzeką Żyżmą.
To był tragiczny 1950 rok. W dniu 18 grudnia 1950, śpiąc w stodole usłyszał rozmowy w języku rosyjskim. Jego kolega, który spał w domu został zabity. Okrążony przez siły NKWD podczas ucieczki dostał kulę w lewą rękę. Upadł za krzak i dał im odwet ze swojego automatu uciekając w tym czasie w kierunku rzeki. Niestety dostał kulę w prawą pierś i przewrócił się. Czekiści puścili na niego dużego psa, który zaczął go szarpać, w następstwie dobiegł do niego ruski oficer uderzając go kolbą automatu w głowę. Został przewieziony do więzienia w Lidzie, gdzie został opatrzony. Z uwagi na jego beznadziejny stan, oprawcy zawieźli go do szpitala w Lidzie gdzie w dzień i w nocy pilnowany był przez ruskich oficerów z bronią. Na Sali leżał z nim kolega z AK Kazik Filipczyk, któremu dał znać oczami by poinformował jego bliskich. Na czwarty dzień w szpitalu około piątej rano przyjechali jego koledzy, w celu odbicia. Niestety go nie zastali bo zakrwawionego o północy wywieźli go więźniarką na dworzec w kierunku Lida – Grodno.
W Grodnie cały 1951 r. był torturowany, topiony, bity do utraty przytomności, na nowo podleczany i dalej męczony. Podstawiano mu kapusia, ale wytrwał, nie złamał przysięgi, nikogo nie zdradził i tajemnicy dochował.

 

Tak trwało do sprawy sądowej w 1952 roku. Po zamianie kary śmierci na zesłanie na Sybir, został skazany przez Trybunał Wojskowy na 25 lat więzienia, 5 lat zsyłki i 10 lat bezprawia.

 

Z Grodna został przetransportowany do Orszy do punktu zbornego a następnie wywieziony do republiki Komi (Komi CCP) do stacji Kniazhopohotsk (nie było miejscowości) gdzie w głębi Tajgi w nieludzkich warunkach pracował przy wyrębie lasu i budowie obozu. W 1954 roku przetransportowano go do obozu w Workucie gdzie pracował przy budowie kolei. W trakcie zesłania brał udział w dwóch powstaniach obozowych, będąc organizatorem i jednym z przywódców. Został ranny, uchodząc ledwo z życiem. Po buncie przewieziono go do obozu w Rakpasie (Komi CCP). W 1958 r. na mocy układu Polsko – Sowieckiego zwolniony i pod strażą przewieziony do szpitala więziennego w Warszawie na Mokotowie (był schorowany) aby odbył resztę kary w Polsce. Resztę kary anulowano i zwolniono z więzienia. Osiadł w Stargardzie Szczecińskim do którego sprowadził rodzinę w 1959 roku i mieszkał do śmierci w 2002 roku.

 

Był odznaczony m.in.: Złotym Krzyżem Partyzanckim
Zmarł 12.12.2002 r. Jest pochowany na cmentarzu w Stargardzie.
tekst Tomasz Stanisław Wiśniewski

kulikowski2

Poniżej link do „Gułag Muzeum”, który przedstawia obecnie miejsca w których był m.in. więziony oraz budowane były obozy m.in. przez żołnierzy AK:

http://gulagmuseum.org/showObject.do?object=289316&viewMode=D_385760&link=1&language=111

 

1. kulikowski3    2. kulik4    3. kulik5

 

1. Zdjęcie z jednym z przyjaciół w obozie z roku 1956;
2. Zaprzyjaźnieni Czeczeńcy – jedni z tych, którzy po powstaniu, obok żołnierzy AK pilnowali go rannego przy łóżku w szpitalu, uzbrojeni w noże, chroniąc przed zemstą i napaścią bandytów, kryminalistów i złodziei
3. Odwiedziny syna Ryszarda w 1958 r.

 

Poniżej zdjęcie propagandowe z Łargu w republice Komi z roku 1958
kulik6

kulik7
Grób Zofii, Stanisława i syna Ryszarda Kulikowskich zimową porą w Stargardzie Szczecińskim