– Na dzień dobry usłyszałem: «Dworak, dlaczego znieważacie władze?». Zdziwiłem się. A jakimż to sposobem? Okazało się, że chcą zmusić mnie zamalować orła – opowiada Henryk Dworak. Białego orła w koronie, namalowanego na ścianie letniej kuchni widać z daleka.
Rzuca się w oczy. – Ładny, nie? – raczej stwierdza niż pyta 49-letni gospodarz Henryk Dworak. Razem z żoną są jedynymi mieszkańcami wsi Dąbrówka, położonej tuż nad Kanałem Augustowskim zaledwie kilka kilometrów od granicy z Polską. Tej wsi nie ma na mapie. Oficjalnie od kilkunastu lat nie istnieje. Zgodnie z białoruskim ustawodawstwem, wieś musi mieć co najmniej trzy domy. W Dąbrówce został jeden.

 

Dlatego dołączono go do pobliskiej miejscowości i oficjalny adres brzmi – wieś Tartak. Jednak wszyscy okoliczni mieszkańcy nadal nazywają to miejsce Dąbrówką. Kiedyś Dąbrówka tętniła życiem, mieszkało tu ponad 30 rodzin. Ale czas leciał. Ludzie wyjeżdżali do Grodna, do pobliskich Sopoćkiń, umierali. Domy rozbierano. Aż w końcu zostali tylko Dworakowie.

– Tu jesteśmy u siebie, a że pracy nie ma. Mąż dorabia stolarstwem, nie jest to stała praca,
ale na życie nam starcza, a dzieci już są samodzielne, mieszkają w Grodnie – opowiada pani Walentyna. W 2004 roku prezydent Aleksander Łukaszenko podjął decyzję o rekonstrukcji Kanału Augustowskiego, który miał stać się międzynarodową atrakcją turystyczną. W ten sposób zapomniany przez władze kawałek Grodzieńszczyzny nagle stał się placem budowy państwowego znaczenia. Wokół Dąbrówki zawrzało: dużo pracowników, dużo ważnych osobistości, poczynając od kierownika obwodu poprzez ministrów i różnego rodzaju rządowych ekspertów oraz kontrolerów… Już pierwsze zetknięcie tubylców z urzędnikami wywołało u obydwóch stron niezadowolenie.

– Przychodzi do mnie na podwórko taki ważny w krawacie i oznajmia, że teraz dzięki Łukaszence to zobaczymy, jak ludzie żyć powinni – opowiada Dworak. – A mnie szlag trafił. Niby my tu jacyś dzikusy. Więc mu odpowiadam: «Panie, ja więcej świata widziałem niż ty». Rekonstrukcja Kanału, która miała być ostrożną renowacją szybko się przekształciła w faktyczne budowanie nowego kanału. Ryba umierała, drzewa masowo wyrąbywano, okolice się zmieniały nie do poznania. Polskiego orła na ścianie swej letniej kuchni Dworak postanowił namalować w 2006 roku. Budowa Kanału właśnie osiągnęła swój apogeum. – Jak dom stawał na drodze budowy, to zabierano go. Ludzie nic nie mieli do gadania. W sąsiedniej wsi mężczyzna się powiesił, jak mu dom odbierano. Więc orzeł to był mój protest – wspomina Dworak. Biały orzeł miał być symbolem godności miejscowych ludzi. Władze odebrały to jak demonstrację polityczną. Na ich reakcje nie trzeba było długo czekać.

– Stoję na podwórku i widzę: lecą. W krawatach, twarze przekrzywione… I od razu wrzeszczą: «Jakim prawem?! Tu Białoruś!». A ja im: «Moje podwórko, co chcę, to i maluję» – uśmiecha się Dworak. I nie zważając na wizyty coraz to nowych oficjeli, mieszkaniec nieistniejącej wsi twardo stał na swoim. Wieść o jego niecodziennym wyczynie i uporze, z jakim bronił orła, szybko obleciała okolice. – Miejscowi oczywiście reagowali pozytywnie. Przecież dookoła sami Polacy. Reakcję można określić tak: facet ma jaja – mówi Andrzej Janulewicz, nauczyciel historii z pobliskich Sopoćkiń. Dworaka kilkakrotnie odwiedzała milicja. Kiedy to nie poskutkowało, został oficjalnym pismem wezwany do Grodna do rajspołkomu – siedziby miejscowych władz rejonowych. Rozmowę z Dworakiem obył główny architekt rejonu Anatol Karol i pracownicy działu ideologii.

– Na dzień dobry usłyszałem: «Dworak, dlaczego znieważacie władze?». Zdziwiłem się. A jakimż to sposobem? Okazało się, że chcą zmusić mnie zamalować orła – opowiada Dworak. – Miałem tego wszystkiego już po dziurki w nosie. No i jak zaczęli mnie pouczać:
«Wiecie, w jakim państwie żyjecie!» – to ja im odpowiedziałem: «Mieszkam na terenie czasowo okupowanym». Na takie oświadczenie nikt z urzędników przygotowany nie był. W gabinecie zapadła cisza, w wyniku orzeł pozostał na swoim miejscu. Za te wszystkie lata tylko jeden raz Dworak zawiesił orła prześcieradłem. Było to w trakcie wizyty na Kanał Augustowki premiera Białorusi Siergieja Sidorskiego. – To był dla władz koniec świata. Jak to premier zobaczy godło polskie? No i ten jeden raz ustąpiłem – opowiada gospodarz. Teraz, kiedy Kanał Augustowski, którego tak i nie udało się zrobić atrakcją turystyczną, już nie jest w centrum uwagi stołecznych władz, Dworakowi dano spokój. Tylko pogranicznicy, którzy mają obowiązek obserwacji zachowania miejscowej ludności, regularnie odwiedzają niepokornego mieszkańca Dąbrówki, by «porozmawiać o życiu» i jednocześnie wybadać, czy człowiek twierdzący, że żyje pod okupacją, czegoś nowego nie wymyślił.

– Ja po prostu mam swój honor i szmacić się przed nikim nie zamierzam. Jestem Polakiem
i jestem z tego dumny – mówi Dworak.

 

Andrzej POCZOBUT

 

 

 

Nasze Stowarzyszenie z uroczystą wizytą u Pana Henryka Dworaka w celu udzielenia pomocy oraz nadania dypolomu uznania za działalność na rzecz Państwa Polskiego.