W sierpniowy poranek na zielonych łąkach Surkont
pokrytych rosą jak łzami
i dywanem kwitnących stokrotek
cichociemny major Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”
kończył swój ostatni bój o wolną Ojczyznę
na polskich Kresach.

Przy jego boku walczyli straceńcy
młodzi chłopcy w panterkach,
absolwenci gimnazjum Pijarów w Lidzie,
uczeni miłości do Polski słowami
„wszystko co mamy Polsce oddamy”
wszystko – to znaczy młode życie.

 

Mieli szkolne pseudonimy:
Sinus, Cosinus, Minus, Czarny, Marabut,
Tolot, Błysk, Dzwon, Alan, Karo i inne.
W Lidzie pozostały ich wspaniałe dziewczyny,
z którymi śpiewali narodowe pieśni,
i z którymi zamierzali iść przez życie.

 

Ich piękne sny przerwał kremlowski wróg
seriami z cekaemów,
a potem sołdaci dobijali rannych bagnetami,
aż łąka spłynęła ich krwią.

Sanitariuszko Eugenio Myszkówna „Gienko”
czerwony barbarzyńca znad Wołgi
wbił bagnet w Twoje niewinne ciało
i nie zdążyłaś zaznać radości życia
w wolnej Polsce.

 

Na dawnych Kresach Rzeczypospolitej
zrabowanych Polsce przez imperium sowieckie,
jest mały cmentarzyk 37 Żołnierzy Wyklętych
przez komunistyczną władzę,
którzy nigdy nie zamierzali się poddać
sowieckim katom,
którzy woleli umrzeć stojąc, aniżeli żyć klęcząc w niewoli.

 

Przechodniu powiedz Polsce,
że polegliśmy za wolność Ojczyzny, jej honor i wiarę świętą.
Wybraliśmy największy dar jaki dał Bóg
– miłość do Ojczyzny.

 

Andrzej Siedlecki