W dniach 17.05- 19.05.2017r. odwiedziliśmy naszych Przyjaciół Kombatantów mieszkających  na terenie Republiki  Białoruskiej, przed rokiem 1939 były to kresy wschodnie Rzeczypospolitej. Spotkaliśmy się z żołnierzami Armii Krajowej, którzy za swoją wierność Ojczyźnie musieli płacić jeszcze długo po zakończeniu drugiej wojny światowej, walcząc w lasach z okupacją sowiecką, następnie spędzając długie lata w łagrach na Dalekim Wschodzie. Gdy na przekór władzy radzieckiej udało Im się przeżyć, byli przez dekady obywatelami drugiej kategorii, mając problem z pracą, będąc ciągle śledzonymi i inwigilowanymi. Jakby tego było mało, najbliżsi naszych Bohaterów, Ich dzieci i rodziny były w dalszym ciągu uważane przez służby za element niebezpieczny – władza radziecka była w tym względzie pamiętliwa.

Nasza podróż wiodła do Grodna i Lidy, gdzie wspólnie z Panem Prezesem Arturem Konradem i ekipą telewizyjną mieliśmy okazję osobiście przekazać paczki z darami, które zostały zebrane w okresie Świąt Wielkanocnych , przez mieszkańców Wołomina, Radzymina, Zielonki, Sejn, Kobyłka, Mławy, Ciechanowa, którym los naszych Rodaków zza wschodniej granicy nie jest obojętny.

W Grodnie spotkaliśmy się z Panią Pułkownik Weroniką Sebastianowych i wspólnie udaliśmy się na jedno z osiedli, gdzie mieszka Pani Maria Mieszkin, która wspólnie z Panią Weroniką była przesłuchiwana w siedzibie NKWD i następnie obie młode dziewczyny za działalność wrogą władzy radzieckiej zostały zesłane do łagru w dalekiej Workucie, z której szczęśliwie wróciły. Odwiedziliśmy również  Pana Marcinkiewicza, który od wielu lat jest już niewidomy i mieszka wspólnie z żoną u córki, ponieważ niezbędna jest ciągła opieka. Wiadomość, że przyjechała delegacja z Polski wyzwoliła u Kombatanta pokłady niezwykłej energii, iż zapomniał o chorobach i poprosił córkę o poczęstunek dla gości. Niezapomnianym była również wspólna kolacja w domu Pani pułkownik, gdzie mogliśmy się przekonać co znaczy polska gościnność. Rozmawiając jednocześnie o sytuacji zdrowotnej i materialnych problemach naszych Kombatantów, cieszyliśmy się każdą chwilą spędzoną razem. Nabraliśmy przekonania, że  z uwagi na zaawansowany wiek i pogarszający się stan zdrowia naszych Rodaków jesteśmy Im winni pamięć i pomoc teraz i w przyszłości.

Kolejny dzień to spotkania z polskimi Kombatantami w Lidzie. Każda wizyta niosła ogrom emocji, zarówno po naszej stronie, jak również po stronie naszych wschodnich Rodaków, niekiedy stanowiła niespodziankę, gdyż nie zawsze informowaliśmy wcześniej o naszym przyjeździe, aby nie obarczać Ich dodatkowymi obowiązkami , które zapewne ze względu na wrodzoną gościnność wzięliby na siebie.  Średnia wieku osób, które odwiedzaliśmy to ponad 90 lat. Żyją bardzo skromnie, większość środków przeznaczając na lekarstwa. Jeśli jeszcze siły pozwalają, pracują w przydomowych ogródkach, wspomagając domowy budżet uprawą owoców i warzyw. To co nas uderzyło, to piękny, czysty Polski Język, którym mówią, opowiadając o młodości, czasach wojny, partyzantki i zsyłki do łagrów. Czujemy się powiernikami Ich wspomnień. Opowiadając nam z wielką pasją swoje niesamowite historie życia, podświadomie pragną, aby nie uległy zapomnieniu. Z jednej strony są przestrogą dla przyszłych pokoleń, z drugiej uświadamiają nam, że mamy szczęście, gdyż żyjemy w Polsce i nie musieliśmy dzielić tragicznego losu Polaków zza wschodniej granicy.

Niezapomniane wspomnienia pozostawiła wizyta, wspólnie z Kombatantami porucznikiem Franciszkiem Szamrej oraz porucznikiem Alfonsem Rodziewicz, przy grobach w Surkontach. Nasi Bohaterowie zaprowadzili nas do miejscowości Skurcze do miejsca, gdzie stał dwór rotmistrza Witolda Pileckiego w …  

-Tam, gdzie pasie się w tej chwili stado krów, znajdował się dwór otoczony drzewami, a tędy prowadziła droga dojazdowa – opowiadał jeden z kombatantów, patrząc w pustą przestrzeń.

W tej chwili nie ma nic oprócz łąki i wspomnień, chciałoby się powiedzieć. Jedyny ślad jaki znaleźliśmy po Polskim Bohaterze Narodowym to obraz świętego Antoniego namalowany Jego ręką, znajdujący się w rodzinnym kościele parafialnym Rotmistrza w Krupowie.

Okazją do wspomnień była również wizyta w polskiej wsi, która lata świetności ma już dawno za sobą – zarośnięta droga, przewracające się płoty, pozamykane na kłódki domy i obejścia chylące się ku ziemi, sprawiały przygnębiające wrażenie. Wiele lat wcześniej była to jedna z zasobniejszych wiosek w okolicy licząca ok. 150 chałup.

– Gdy były organizowane zbiórki partyzanckie przyjeżdżało z niej 4 wozy pełne chłopaków – wspominał Pan Franciszek Szamrej

Dopełnieniem wizyty było odwiedzenie domu, gdzie odbywały się zebrania dowódców. Tu czas zdawał się zatrzymać w miejscu…, jakby partyzanci niedawno opuścili stanowisko, udając się na akcję.

W Wasyliszkach Starych zwiedziliśmy kościół, który jest ostoją polskości na tych ziemiach. Znajduje się tu tablica przypominająca że w tej miejscowości urodził się 16.02.1939 roku Wielki Polski Artysta Czesław Niemen ( Wydrzycki )

Odwiedziliśmy również Kombatantki Panią Annę Surowicz oraz Panią Zofię Żórawską przekazując paczki i życzenia od rodaków z Polski, wsłuchując się w Ich opowieści, jednocześnie snując plany na przyszłość związane z Ich odwiedzinami w ukochanej Polsce.

Na zakończenie odwiedziliśmy polski cmentarz w Lidzie, oddając hołd i zapalając znicze pod pomnikiem polskich lotników, którzy zginęli między innymi w czasie walk 1920 roku ( w Lidzie znajdowało się ważne lotnisko). Mówiąc cmentarz mam na myśli to, co po nim zostało, ponieważ przez wiele lat był dewastowany, okradany; były nawet plany, aby w tym miejscu powstało osiedle. Na skutek protestów Polaków w ostatniej chwili udało się je uratować. Jedyną częścią cmentarza zachowaną w stanie nienaruszonym jest właśnie miejsce pochówku lotników.

Wracając do Polski mieliśmy w głowie tylko jedną myśl… musimy jak najszybciej, ponownie tu wrócić do Polaków mieszkających na Kresach Wschodnich.